środa, 12 listopada 2014

Elizabeth Strout - Olive Kitteridge. Dlaczego autroka otrzymała nagrodę Pulitzer'a?

Olive Kitteridge to uparta, zawsze szczera i bezkompromisowa nauczycielka matematyki w małym miasteczku na Wschodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Jej mąż Henry, miejscowy aptekarz to jej całkowite przeciwieństwo. Spokojny i wyważony, uśmiechnięty i dobry, bez trudu zaskarbia sobie przyjaźń innych mieszkańców miasteczka. Zyskuje uznanie i powszechny szacunek. Oboje są rodzicami Christophera, chłopca z jednej strony odrobinę zamkniętego w sobie i wycofanego, a jednocześnie mocno przypominającego matkę, która zawsze musi postawić na swoim, często jest niesympatyczna, rzadko, o ile w ogóle za to przeprasza.

Złożona z urywków rzeczywistości, mozolnie utkanej pajęczyny pozornie zwyczajnych, codziennych zdarzeń historia Olive i ludzi, którzy wraz z nią dzielili życie, zabiera czytelnika w podróż przez czas i przestrzeń. Poprzez przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, która już wkrótce odchodzi w niepamięć poznajemy ludzi, odkrywamy skrywane przez nich tajemnice. Olive, jej sąsiedzi i ci, którzy w miasteczku goszczą tylko na chwilę, tworzą swoisty mały wszechświat, swój własny mikrokosmos, w którym żyją, kochają, zdradzają, tęsknią, nienawidzą, zazdroszczą, śmieją się i płaczą, są szczęśliwi, tracą nadzieję, umierają, odchodzą w zapomnienie, po krótkiej chwili pamięci.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Jak walczyć z przeziębieniem u małego dziecka.

Nadeszła jesień. Za chwilę nadejdzie i zima. Skończyło się ciepło i słońce. Nadszedł czas ochłodzenia i częstych wahań temperatur. W takich warunkach nie trudno o przeziębienie, zwłaszcza, gdy mówimy o małym dziecku i jego wrażliwym układzie odpornościowym. Mój synek zaledwie dwa miesiące temu skończył 2 lata. Jest raczej dzieckiem żywym, ruchliwym, wiecznie zabieganym i uwielbiającym przebywanie na świeżym powietrzu. W dodatku nie przepada za nadmiarem odzieży na sobie i dość łatwo się przegrzewa. W związku z tym staram się go ubierać w miarę lekko, tak by zarówno się nie przegrzał, jak i nie zmarzł. To przyczynia się do tego, że rzadko choruje a gdy już rozłoży go choroba, to zazwyczaj jest to zwyczajne przeziębienie. Niemniej przeziębienie się zdarza i wtedy ważne jest podjęcie natychmiastowych działań zmierzających do szybkiego wyleczenia i uniemożliwienia zmiany przeziębienia w chorobę poważniejszą, jak choćby zapalenie oskrzeli.

 
Mam w walce z przeziębieniem kilka sprawdzonych sposobów.

Po pierwsze, gdy pojawiają się pierwsze oznaki przeziębienia czyli w przypadku Janka zapchany katarem nos, niezwłocznie uruchamiam inhalator. Uważam go za sprzęt wręcz niezbędny. Kiedy Janek miał zaledwie 5 miesięcy zachorował na zapalenie oskrzeli. Choroba rozwijała się dość szybko. Na szczęście w porę wylądowaliśmy w szpitalu. Obyło się bez pobytu na oddziale. Janek zaczął bardzo dobrze reagować na inhalacje i po kilku godzinach mogliśmy wrócić do domu. Lekarz zaleciła zakup własnego inhalatora i kilkakrotne w ciągu dnia inhalacje wraz z przepisanym lekiem (Berodual i Atrovent). Na moje pytanie o przedział cenowy w jaki powinnam celować z zakupem inhalatora, odpowiedziała, że porządne urządzenia, które spełnią swą rolę kosztują ok. 100 zł. Nie mam się natomiast dać złapać na wyczesane i pełne bajerów inhalatory, które potrafią kosztować 300 i więcej złotych i w zasadzie niczym od zwykłego inhalatora pneumatycznego się nie różnią. Walkę z dziecięcym przeziębieniem zaczynam zatem od codziennych inhalacji z soli fizjologicznej przeprowadzanych przynajmniej dwa razy dziennie. Udrażniają nos, pomagają w oddychaniu, nawilżaj drogi oddechowe.

Po drugie nieodzowna jest również sól morska w aerozolu, która udrażnia mały, zapchany nos i wypłukuje zalegającą w nim wydzielinę. Stosuję kilkakrotnie w ciągu dnia.

Tu też przyda się np. Nasivin soft w aerozolu, którego zadaniem jest zmniejszenie obrzęku zmienionej zapalnie błony śluzowej i hamowanie nadmiernego wydzielania, co ułatwia oddychanie przez nos. Stosuję dwa razy dziennie.