poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Dom Kalifa. Rok w Casablance - Tahir Shah

Autor: Tahir Shah
Tytuł: Dom Kalifa. Rok w Casablance
Tytuł oryginalny: The Caliph's House. A Year in Casablanca
Tłumaczenie: Małgorzata Glasenapp
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Ilość stron: 464
Ocena: 8/10
 
 
 
 
 
 
Co byście powiedzieli na przeprowadzkę? Powiedzmy z deszczowej i chmurnej Anglii do pełnego słońca, ciepła i egzotyki Maroka? Brzmi całkiem nieźle … ale czy na pewno?

Pewnego dnia pisarz Tahir Shah postanowił, że dosyć ma angielskiej szarugi, fatalnego jedzenia i wiktoriańskich obyczajów. Czy to jest kraj, w którym chce wychowywać swe dzieci? W głębi duszy tęsknił też bardzo za kulturą swych przodków - Afgańczyków. Nie mógł jednak przeprowadzić się do Afganistanu, który cały czas szarpany jest przez nieustające walki. Wybór padł zatem na Maroko. Tam swe ostatnie dni życia spędził również dziadek Tahira. Ale znaleźć odpowiedni dom w Maroku nie jest sprawą łatwą. Po długotrwałych, bezowocnych poszukiwaniach, szczęśliwym zbiegiem okoliczności Tahir trafił na okazję zakupu domu w Casablance. Dom Kalifa, wprawdzie bardzo zniszczony i wymagający natychmiastowego remontu, miał odtąd stać się jego ijego rodziny domem. Przygotowano papiery, najbliżsi zostali wraz z dobytkiem spakowani i kiedy Tahir podpisywał dokumenty kupna swego nowego domu, w pobliżu biura notarialnego wybuchła bomba. I to był dopiero początek historii nowego życia Tahira, Rachany, Ariany i małego Timura w Domu Kalifa. Czy Tahir, mieszkaniec do tej pory Europy Zachodniej, przywyknie do nowego stylu życia jakie w całej swej okazałości proponuje mu Maroko, w którym na porządku dziennym są przesądy, czary i złowrogie dżiny, a ludzie całkowicie podporządkowują swe życie kulturze i wierzeniom swych przodków? Czy wytrwa i czy wybór jakiego dokona stanie się najlepszym z możliwych?

Dom Kalifa. Rok w Casablance” to zapis przeżyć autora Tahir'a Shah'a po przeprowadzce wraz z rodziną do Domu Kalifa położonego Casablance, w Maroku. To książka, którą przepełnia po brzegi zarówno dobry humor, jak i spora dawka refleksji nad życiem. Mamy tu codzienne zmagania autora nie tylko z marokańską biurokracją, marokańskimi rzemieślnikami czy tzw. złotymi rączkami, ale też z całym oceanem wierzeń, przesądów i zabobonów. Tahir Shah trafił bowiem nie tylko do innego kraju, trafił wprost do zupełnie innego kulturowego tygla. Mimo, że z uwagi na swe pochodzenie a także pochodzenie swej żony, bliżej mu jednak do kultury marokańskiej niż np. przeciętnemu Brytyjczykowi z dziada pradziada, świat, w którym postanowił zbudować na nowo swój dom rodzinny całkowicie go oszałamia i niemal zwala z nóg. Staje się to przyczynkiem mnóstwa zabawnych sytuacji, w których konsternacja pisarza nad tym, na czym świat marokański stoi jest ogromna. A czytelnik tylko szerzej otwiera oczy ze zdziwienia a uśmiech nieustannie zdobi jego usta. Autor pisze zgrabnie i z polotem. Mnóstwo tu śmiechu, sporo, jak już wspomniałam, też refleksji nad tym co w życiu jest najważniejsze, co liczy się przede wszystkim. Mnóstwo tu rozważań o tym jak ważni w życiu są bliscy, rodzina.

Dom Kalifa. Rok w Casablance” to przede wszystkim opowieść o zderzeniu Europejczyka z całkowicie odmienną kulturą Maroka. Ta odmienność kulturowa oszałamia zarówno w momencie wielkich świąt, jak i w życiu codziennym. Słowami autora poznajemy Maroko, jego mieszkańców, a także marokańską sztukę czy kuchnię. Tahir Shah pisze barwnie i wciąga czytelnika całkowicie w marokański świat pełen światła, barw i nieodłącznych dżinów. Sprawia to, że książkę, choć sporych rozmiarów, czyta się błyskawicznie i zdziwienie budzi fakt, że następuje tak szybko koniec. Tahir Shah całkowicie mnie oczarował. Zaczarowało mnie również Maroko, aczkolwiek chyba nie zdecydowałabym się zamieszkać w nim na stałe...

Książka bierze udział w wyzwaniach:


20 komentarzy:

  1. Przeprowadzka do Maroka - nawet jutro ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po przeczytaniu tej książki mogłabyś jednak zmienić zdanie ;)

      Usuń
  2. Miejscami to co działo się w książce przypominało mi czasy naszej komuny... Przez tą książkę zachorowałam na wyjazd do Maroka i dziś jestem tym krajem jeszcze bardziej oczarowana...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również Maroko oczarowało. Może nie tyle, by tam zamieszkać, ile tam pojechać choćby na krótki urlop :)

      Usuń
  3. Nie interesuje mnie za bardzo kultura i klimat Maroka, więc tym razem raczej sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niemniej warto tę książkę zapamiętać, nawet jeśli nie interesuje Cię marokańska kultura :)

      Usuń
  4. Chętnie bym wybrała się w podróż do Maroka, choćby tylko książkowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem to książka w sam raz dla Ciebie :)

      Usuń
  5. Warto poznawać inne kultury, choć najbezpieczniej jest robić to poprzez lekturę. Książka T. Shaha z pewnością kusi okładką i egzotycznym Marokiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jedna z tych lektur, która sprawia, że chce się poznać dany kraj osobiście :)

      Usuń
  6. Mam tę książkę u siebie, kupiłam ją pod wpływem emocji, zachwycona okładką i opisem zwiastującym zderzenie dwóch, zupełnie różnych światów. Dzięki, że mi o niej przypomniałaś :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Super, że Ci się podobała! Ja chyba do niej wrócę za jakiś czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie za jakiś czas zrobię to samo :)

      Usuń
  8. Pamiętam, jak w gimnazjum miałam wykonać żywy referat na temat Maroka. Zakochałam się wtedy w tym kraju. Dziś, może niekoniecznie chciałabym tam zamieszkać, ale wakacyjne wycieczka, czemu nie:) A o książce nigdy wcześniej nawet nie słyszałam, dlatego tym bardziej, miło mi było ją poznać:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Maroko, brzmi egzotycznie i bardzo zachęcająco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto zajrzeć do tej książki. Ciekawa, pouczająca, pełna egzotyki a w dodatku z dużą dawką humoru :)

      Usuń
  10. A miałam wrażenie, że w Maroku jest trochę tak jak w całej Ameryce Południowej - zero biurokracji, a wszystko toczy się siłą rozpędu. A tu proszę biurokracja, choć powinnam się domyśleć, po obejrzeniu Casablanki, że nie może być tam tak prosto :) Zapisuję sobie tę książkę! Koniecznie muszę przeczytać, uwielbiam takie opowieści, szczególnie, gdy pisarz naprawdę potrafi pisać.

    OdpowiedzUsuń
  11. Maroko mnie fascynuje, ale nadal zamiast czytać o tego typu miejscach wolę je zwiedzać! I mam nadzieję że spełnię marzenie;) ale dla ludzi lubiących czytać tego typu powieści to jak najbardziej dobra lektura, przynajmniej tak myślę;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zainteresowanie. Jeśli masz ochotę wyrazić swą opinię, zapraszam serdecznie. Wszelkie uwagi będą mile widziane, jednakże zastrzegam sobie prawo do usuwania komentarzy obraźliwych i zawierających wulgaryzmy. I jeszcze jedno. Proszę, nie spamuj.