wtorek, 4 marca 2014

Gryzie mnie: O okładkowych streszczeniach

Mamy oto taką scenkę rodzajową. Przychodzą Skrawki Myśli, czyli ja, do księgarni bądź zapuszczają sobie żurawia w internetowej księgarence. Wybór książek przeogromny, kolorowe okładki mamią. Jak tu coś wybrać? Z półek i stron krzyczy tyle nowości. Biorę zatem książkę w ręce moje bądź robię zwyczajowe klik lewym przyciskiem myszy i już mam jak na dłoni to o co mi chodziło czyli mogę sobie przeczytać o czym w książce przeczytać można, jakie historie kryją się na jej kartach. I czytam, czytam, czytam i czytam. Zaciekawiam się i w końcu, koniec końców, z tej ciekawości przeogromnej dochodzę do wniosku, że to książka dla mnie, fantastyczna, jedyna, niepowtarzalna. Muszę ją mieć!

Kupuję więc tę wspaniałą lekturę...

Gdy książka i ja znajdziemy się już we wspólnej, spokojnej, komfortowej przestrzeni zaczynam liczyć na prawdziwą chemię i małe tete-a-tete. I wtedy... i czasem się okazuje, że np. żona żoną wcale nie jest, dziecko kochanka również nie jest dzieckiem kochanka, a kochanek kochankiem, mąż zaś w narzeczonego się przeistacza. I .... i czuję się oszukana i zdruzgotana. Nagle się okazuje, że ten, który opis na okładce przygotował w życiu książki na oczy nie widział. Może autor mu opowiedział o czym książka jest, a ten i tak źle zapamiętał. I tak jest niestety coraz częściej. I jak tu się nie zdenerwować?

28 komentarzy:

  1. Dokładnie! Mnie także do złości. Nastawiam się na zupełnie inna historię, a dostaję... coś co nie jest w niczym podobne do opisu... Ci, którzy je robią, powinni się nad tym poważnie zastanowić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, mam wrażenie, że wydawnictwom zupełnie nie zależy na rzetelności. Mnie to mierzi i bardzo razi.

      Usuń
  2. Tak, to potrafi doprowadzić do szału. Kupujesz, bo miało idealnie trafiać w to, co lubisz, a tu... niespodzianka! A już zupełnym koszmarem są dla mnie recenzje z przepisanym słowo w słowo takim okładkowym, niezgodnym z książką opisem :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt recenzent, który powiela wierutne bzdury z okładki to po prostu żenada. Całkowicie tracę szacunek do takich ludzi.

      Usuń
  3. Doskonale wiem o czym piszesz. Po prostu nienawidzę błędów w opisach książek i faktycznie, nieraz mozna odnieśc wrażenie, że autor opisu w życiu książki w ręce nie miał. Jeszcze gorsze jest to, jak w opisie jest za dużo informacji i okazuje się po prostu okropnym spojlerem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. Spojlery są najgorsze. I stanowią gwarancję, że książki zwyczajnie nie kupię, bo i po co?

      Usuń
  4. To jest nagminne. Z tego co wiem, to noty wydawnicze przygotowywane są przez dział promocji na podstawie lakonicznych informacji od działu redakcji, a że marketing książki nie czytał, to miesza ile się da. Tak przynajmniej było w niektórych wydawnictwach kilka lat temu, nie wiem jak obecnie wygląda sytuacja, ale widocznie nadal tak jest, skoro można takie wspaniałe twory znaleźć na okładkach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda na to, że nic się nie zmieniło. Dzięki za naświetlenie jak to działa :)

      Usuń
  5. Mnie najbardziej denerwuje to, że na okładce streszczona jest cała książka :D Bo przecież to logiczne, że i tak nie przeczytam całego takiego opisu, który najczęściej rozwleka się na całą stronę...

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie denerwuje jeszcze inna sprawa, tj. zdradzanie całej fabuły lub kluczowych jej wątków. Już kilkakrotnie spotkałam się z tym, że czytając blurba przeczytałam... całą książkę. Dosłownie wszystko zostało w nim opisane. Strasznie mnie to drażni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również. Nie widzę sensu czytania danej książki.

      Usuń
  7. Coraz częściej nie czytam okładkowych streszczeń, obawiam się, że dowiem się zbyt wielu szczegółów. Ograniczam się do podsumowujących zdań, czyli np. "porywająca opowieść o miłości, zdradzie i cierpieniu", albo posiłkuję się recenzjami blogerów :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ostatnio trafiłam na książkę, której blurb okazał się całkiem dokładnym streszczeniem - była to "Naga cytra" Shan Sa, co doprowadziło mnie niemal do szewskiej pasji:/

    OdpowiedzUsuń
  9. Denerwują mnie takie opisy na okładkach. Opis rewelacyjny, zachęcający a jak się w końcu okazuję to albo tak jak piszesz, że opis jakby z innej książki, albo tak skonstruowany aby zachęcić do kupienia książki - a po jej przeczytaniu porażka :(

    Nie mogę sobie teraz przypomnieć tytułu, ale już jakiś czas temu trafiła do mnie książką i tak stała i stała na półce bo mnie jednak opis nie zachęcał nic a nic. Jednak gdy ją w końcu przeczytałam to stwierdziłam, że to jeden z najlepszych tytułów, które ostatnio czytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak miałam, że opis wręcz zniechęcał a potem się okazało, że książka jest świetna, choć treść różniła się od opisu na okładce.

      Usuń
  10. Dlatego też ja zazwyczaj nie czytam opisów na kładce, bo wiele razy było tam zdradzone za dużo faktów. Nie spotkałam się jednak z ,,fałszywą" fabułą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety ja spotykam się z tym dość często.

      Usuń
  11. Już wielokrotnie się w ten sosób przejechałam na opisach książek. Mistrzem w popełnianiu takich błędów jest chyba Fabryka Słów -na co drugiej książce, która wpada w moje ręce są informacje nijak nie związane z fabułą...

    OdpowiedzUsuń
  12. Zdarzało mi się kilka razy spotkać z opisem, gdzie miałam odczucie, że nie bardzo wiedziano co w trawie piszczy. Na szczęście w moim przypadku nie jest to nagminne zjawisko.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak, zgadzam się. Miałam podobną sytuację z 3 książkami. Byłam w szoku, przeżyłam gorzkie rozczarowanie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Już dawno sobie odpuściłam czytanie okładkowych opisów. Albo nie mówią nic o historii, albo co gorsza zdradzają za dużo. Ewentualnie sugeruję się rekomendacjami, które pod opisem są zamieszczane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza te zdradzające zbyt wiele szczegółów są okropne. Czy jest wówczas sens kupować daną książkę?

      Usuń
  15. Wszystko dla zysku i wyników sprzedażowych, mnie osobiście drażnią napisy na okładkach typu "dla wielbicieli Harrego Pottera", "dla miłośników Zmierzchu", "lepsza od Larssona", a potem okazuje się, że to guzik prawda... fajny tekst pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te opisy na okładkach są rzeczywiście irytujące i najczęściej mylne a nawet dla autora danej książki krzywdzące. Denerwuje mnie takie porównywanie i szufladkowanie twórców.

      Usuń
  16. Też spotkało mnie coś takiego :(

    OdpowiedzUsuń
  17. Witaj!
    Chciałabym serdecznie zaprosić do udziału w moim autorskim czytelniczym wyzwaniu pt. KLUCZNIK.
    W skrócie - polega ono na czytaniu książek posiadających zaproponowane comiesięczne kluczniki, czyli hasła-klucze.
    Szczegóły tutaj: http://recenzjeami.blogspot.com/2014/03/wyzwanie-czytelnicze-klucznik.html
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. tak to częsty problem i ja go znam i dlatego zawsze sama piszę opisy w reckach i od jakiegoś czasu dobrze się przyglądam książce m.in. za pomocą recenzji zanim ją kupie

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zainteresowanie. Jeśli masz ochotę wyrazić swą opinię, zapraszam serdecznie. Wszelkie uwagi będą mile widziane, jednakże zastrzegam sobie prawo do usuwania komentarzy obraźliwych i zawierających wulgaryzmy. I jeszcze jedno. Proszę, nie spamuj.